Archiwum styczeń 2015


sty 04 2015 Joga
Komentarze: 0

W racji dłuuuugiego weekendu ponoworocznego postanowiłam wybrać się na lekcję jogi. Jogę praktykowałam kilka ładnych lat temu, niestety dosyć krótko, jak wszystko w młodzieńczym wieku, szybko mi się znudziło.. albo znalazłm inną wymówkę. Samą praktykę wspominam jednak pozytywnie. Jako, że w ostatnim czasie nie radzę sobie znowu ze stanami lękowymi a przerwa w terapii nie wychodzi mi najlepiej, postanowiłam nie czekać na zbawienie, tylko działać. Padło na jogę. Jogę Kundalini. Nie miałam wcześniej stycznosci z tą odmianą. A szkoda.

Ćwiczenia okazały się wybawieniem. Skupienie na oddechu, medytacje i mantry... głęboka relasacja pod koniec.. poczułam jak z mojego ciała dosłownie spływa napięcie.. Babeczka prowadząca była niezwykle miła i miała ujmująco kojący głos. Trochę źle się czułam z faktem, że byłam jedyną nową osobą, świeżakiem i Prowadząca specjalnie dla mnie musiała tłumaczć pewnie od dawan oczywiste dla reszty zagadnienia... nie lubię skupiać na sobie uwagi.. jak zwykle lepiej się czuje niewidoczna... Hm, w sumie sama nie wiem czy tak jest do końca. Niby nie lubię skupiać na sobie uwagi, ale nie lubię jak się mnie pomija czy lekceważy..
W każdym razie prowadząca była bardzo taktowana i wyrozumiała i dziękuję jej za to!

Wierzycie w znaki i zbiegi okoliczności?
Na wyjeździe sylwestrowym nasz pokój miał nazwę Indie i wystrój nawiązywał do kultury hinduskiej (bardzo zresztą fajny), m.in. na ścianie wisiała płachta z indysjkimi wzorami itd. Na sali do ćwiczeń jogi była prawie identyczna chusta.. 
Dodatkowo na stronie szkoły jogi wyczytałam, że organizują wyjazdy do miejscowości...którą polecała p. Lucyna z samochodu...
Hm.. może to zbieg okoliczności.. a moze to znak - wyznacznik drogi na 2015? 

Jestem ciekawa co będzie dalej, bardzo chcę wejść na tę drogę, zobaczyć dokąd mnie doprowadzi. Czuję, że jest bliska mojemu sercu, takiej prawdziwej mnie.. w każdym razie na pewno bliższe niż projekty, kariera i praca, która zbliża się wielkimi krokami i której już podskórnie się boję. 

 

rumi_nacja : : lęk, medytacja, joga
sty 02 2015 Zbiegi okoliczności
Komentarze: 0

Nowy Rok - niby zwyczajna zmiana daty, kolejny dzień a jednak wokół tak jakoś świeżo i pełno nadzieji na to, że może jednak coś z tego będzie. 

Wracając z sylwestrowego balu zostalimsy zapytani czy zabierzemy ze sobą jedną osobę do Warszawy. Szczerze mówiąc byłam sceptycznie nastawiona do tego pomysłu, zwłaszcza, że w 5 osób + jedna nieznajoma nie wróży swobodnej podróży, ale decyzdję pozostawiłam właścicielom samochodu i dobrze. Pasażerkę zabraliśmy. 2 minuty po jej wejściu do samochodu wiedziałam, że nie będzie łatwo. Usadowiła sie po mojej prawej stronie i otworzyła usta, które już do samej Warszawy nie zamknęły się na dłużej niż 5 minut.. 

Wyobraźcie sobie mnie, osobę nieśmiałą, skrytą i powściągliwą, zwałszcza wobec nowych osób a zwłaszcza starszych w potoku słów pasażerki, która znacząco wbija wzrok właśnie na mnie, jako towarzysza rozmowy. Dramat. Po 10 minutach myślałam, że ją uduszę, zwłaszcza po nieprzyjemnej uwadze, która nieco mnie dotknęła. Ale nie mogę jej winić, była po prostu sobą i trafiła na jeden z moich czułych punktów, skąd biedaczka mogła wiedzieć, że mam ich tak dużo.. W każdym razie najeżyłam się i odwarknęłam niemiło, czego zaraz pożałowałam i chyba Pani też zrobiło się głupio.. 

Na szczęście, albo i nie szczęście opowiadała dalej. Po jakiś 30 minutach wiedziałam,że nic nie wskóram, więc zaczęłam jej słuchać z coraz większym zaciekawieniem. Okazała się fantastycznie ciekawą osobą - podróżniczką, dziennikarką, pedagogiem i osobą niezwykle otwartą o tzw. życiowej mądrości... Na koniec podróży rozdała nam swoje wizytówki z prośbą o kontakt, to podeśle nam informacje o ciekawych wydarzeniach albo nawet zaproszenia na premiery kinowe - z racji swoich licznych znajomosci w tzw. świecie kulturalnym. 

Po całej podróży byłam nieco zmęczona - w więkości zapewne moim własnym spięciem i usztywnieniem wobec nowej osoby i zaczęłam żałować, że od razu nie podeszłam do niej z postawą otwartości i zaciekawienia jako osoby a nie jak do intruza.. czy takimi właśnie czyni nas codzienne zabieganie i rutyna? Chcemy ograniczyć zbędy wysiłek, mieć tzw. święty spokój, że omijają nas ciekawe wydarzenia, wartościowi ludzie i historie.. wracamy do swoich mieszkań, poddajemy się dobrze znanej rutynie, włączamy służbowe komutery i odcinamy się od własnej wrażliwości na rzecz złudnego bezpieczeństwa. Bo to co dobrze poznane jest bezpieczne. A to co nieznane wzbudza lęk. Przynajmniej u mnie, choć nie zawsze tak było..

Coraz bardziej kiełkuje mi głowie i w sercu myśl, żeby jednak otworzyć się, zaryzykować, wyzwolić się z tych kajdan etatu w korporacji i ŻYĆ, czuć, być ciekawym, wrażliwym. Wiem, że może to nie jest tylko wina pracy i że rzucając ją nie odnajdę nagle duchowego spokoju - już tak raz zrobiłam co przypłaciłam atakami paniki. Wiem jednak jak się czuję w pracy, jak bardzo nie potrafię być w niej sobą, jak bardzo trzeba uważać na to co sie mówi, robi, w jaki sposób rozmawia, bo moze być 'źle widziane'. Ta atmosfera zawiązuje mi się wokół szyji jak pętla i dusi wrażliwość..

Nowy rok - nowe postanowienia. 

Chciałabym w tym roku pozwolić sobie na bycie sobą, nie dawać się stłamsić, zahukać, udusić. Za wszelką cenę być sobą. Nawet jeżeli miałoby to się wiązać z opuszczeniem bezpiecznych murów pracy na etat.

Życzcie powodzenia!

W 2015 wracam do siebie! 

 

rumi_nacja : : sylwester, nowy rok, los, przypadek